| | |  BORYS | CO MA MP3 DO WIATRAKA? |
Do niniejszych wynurzeń skłonił mnie artykuł w "Życiu" z 18.08.1999 o intrygującym tytule "Internet - nowa broń piratów". Z tytułu wnosić należy że autorka przebywa stale na jednej z licznych wysp jakiegoś zapomnianego archipelagu pacyficznego. Jedynie bowiem dla nielicznych wyspiarzy Internet jest rzeczą nową. Dla piratów nie jest. Można nawet powiedzieć że to właśnie w dużej mierze dzięki piractwu Internet współczesny jest jaki jest. Coż tak zbulwersowało autorkę artukułu? Program Mp3. Nie, nie format. Program. Jest to jak całość tekstu dowodzi błąd przemyślany, z premedytacją, potwierdzony dodatkowo w dalszym ciągu tekstu wzmianką o "programie WAV". Różnica pomiędzy programem a tworzonym przez niego plikiem i jego formatem niestety autorce umknęła. Podobnie jak kilka innych szczegółów.
Autorka porównuje trzy popularne formaty zapisu dźwięku: mid (jak przypuszczam, bo nazwa jako taka nie pada), wav i mp3. Już samo porównanie jest karkołomne. Wav i mp3 są formatami zapisu dźwięków nagranych. Zupełnie inaczej ma się sprawa z midi. Nie jest to zapis nutowy jak sugeruje treść artykułu. Jest to format wymiany informacji pomiędzy elektronicznymi instrumentami muzycznymi, i w skrócie jest to spis poleceń dla instrumentu: jaki dźwięk, kiedy i w jaki sposób z siebie wydać. Efekt zależy tu nie tylko od formy zapisu midi, ale także od urządzenia wydającego dźwięk. Wie to każdy kto odsłuchiwał plik mid na prostej karcie dzwiękowej (np. Soundblaster) i na karcie bardziej zaawansowanej technologicznie, np Soundblaster Awe, czy Live. W sieci znaleźć można ponadto całą gamę syntezatorów programowych, jak np. Yamaha S-YXG100 czy prosty sharewareowy WinGroove. Muzyka jaką można odtworzyć za pomocą tych ostatnich prawie w niczym nie ustępuje tradycyjnym nagraniom (bez popisów wokalnych rzecz jasna). Format mp3 jest natomiast odpowiedzią na pytanie jak skompresować wav. I nie tylko mp3 zresztą - jak grzyby po deszczu powstają nowe formaty kompresji. Powodem ich tworzenia nie jest zresztą, jak sugeruje autorka artykułu piractwo, a sprawa zupełnie prozaiczna - przesyłanie dźwięku "na żywo" za pomocą internetu. Jak słusznie zauważa autorka mp3 jest formatem "stratnym", nie ma jednak racji gdy pisze o obcinaniu częstotliwości. W procesie kompresji giną wprawdzie niuanse niesłyszalne dla ludzkiego ucha, ale częstotliwości obcinane są jedynie w przypadku użycia słabej jakości algorytmów kompresji, lub gdy zależy nam na dużej kompresji (np. w przypadku telekonferencji - mowa jest zrozumiała nawet przy bardzo słabej jakości dźwięku). Porównanie wielkości plików wypada następująco - mid > wav > mp3 jak 1 > 1000 > 100.
Osobną i ciekawą sprawą jest konwersja między tymi formatami. O ile w przypadku wav i mp3 sprawa jest trywialna, o tyle mid > wav jest juz nieco gorzej. Potrzebny jest do tego syntezator programowy z możliwością zapisu dźwięku wynikowego. Znakomicie sprawdza się tu wspomniany już wyżej Wingroove. Wystarczy jedynie wybrac utwór w formacie mid i wybrać z menu funkcję zapisu do pliku wav. Możemy jeszcze określić z jaką jakością chcemy plik zapisać. W efekcie otrzymujemy nagranie, które można dalej konwertować do mp3. Niekiedy można pominąć etap pliku wav, i zapisac od razu wynik calej operacji jako mp3 - zależy to jedynie od szybkości naszego komputera, i zainstalowanego w systemie odpowiedniego programu do kompresji. Jeśli chcemy natomiast konwertować plik wav do pliku mid wkraczamy w bardzo ciekawe zagadnienia. Aby z dźwięku otrzymać zapis nutowy, wraz ze wszystkimi dodatkami dotyczącymi sposobu wydawania dźwięku, plik z samplowanym zapisem dźwięku musimy poddać procesowi zaawansowanej obróbki. Wpadł mi nawet ostatnio w ręce program tego typu napisany w ramach pracy dyplomowej przez studenta informatyki z Poznania. I jest to niewyobrażalna sprawa - wybieramy się na przykład na koncert z laptopem, i w trakcie koncertu rejestrujemy zapis nutowy. Niesamowite. No ale wracajmy do rzeczy.
Mp3 - format zapisu dźwięku, stał się (mam nadzieję) kamyczkiem, który poruszy lawinę. Jak pisze pani Wilk "(...) mp3 (...) to wielkie zagrożenie dla wytwórni fonograficznych. ". I słusznie pisze. Zauważmy że mp3 nie zagraża muzykom, i nawet nie działalności Wytwórni Fonograficznych (WF). Zagraża samym WF. Malutki, skromniutki formacik kompresji dźwięku podważa tylko i wyłącznie sens istnienia WF właśnie. Myśl ludzka oderwała się bowiem od materii i krąży po świecie samodzielnie - w tym przypadku w postaci muzyki. Nikomu za parę lat nie będą potrzebne jakieś tam oplatynowane plastikowe krążki z etykietkami, ani gromada ukrawaconych sępów trudniących się koszeniem szmalu na pośrednictwie pomiędzy utalentowanymi artystami a spragnionymi duchowych uciech ludźmi. Mam ochotę na jazz, sciągam z sieci jazz, muzyka poważna - proszę bardzo, niepoważna - w folderze poniżej. Forsa bez pośredników za odtwarzanie online prosto na konto autora. Ale zupełnie niesamowite jest coś innego - skończy się wciskanie kitu za wielkie pieniądze. W chwili obecnej wygląda to mniej więcej następująco : Wytwórnia Fonograficzna zatrudnia Twórcę. Zdarza się, że jest to twórca przez duże Tfu. W przypadku płci pięknej - koniecznie hojnie obdarowany przez naturę. W przypadku płci brzydkiej - WF (Wytwórnia Fonograficzna) zastępuje jakość ilością - tzw. "Boys Band". Następnie prowadzi się kampanię reklamową polegającą na epatowaniu potencjalnych ofiar wydawanymi odgłosami i wizerunkami TFUrcy - TV, radio, prasa, plakacidła-potworki. Chodzi o to, żeby ofiarę przyzwyczaić do bodźców - jak wszyscy wiemy do kwaśnego smaku cytryn można przywyknąć przez częste spożycie. W wyniku intensywnego ostrzału organoleptycznego nieświadomy niczego homo sapiens udaje się do sklepu muzycznego gdzie często dla szpanu bądź z ogłupienia reklamą wchodzi drogą kupna - sprzedaży w posiadanie "produktu fonograficznegoŽ". Rozczarowanie zawartością przychodzi dość prędko - z reguły po pierwszym wysłuchaniu. Proces samego rozczarowania przebiega etapowo. 1 - transport nośnika do sadyby, 2 - przygotowanie odsłuchu (kawka, herbatka, moszczenie się), 3 - odsłuch, 4 - konsternacja, 5 - konstatacja, 6 - "rżnięcie głupa" (posiadacze walkmanów pomijają etap 1 i 2). Dla WF najważniejszy jest etap 6. Najpełniej wyraża się on w następującym dialogu: - słuchałeś już ostatniej płyty ****** ? - tak, nawet kupiłam(em)! - i co ? chwila zastanowienia, jeszcze lekkie wahanie i .... - super! boska! kup koniecznie! I tu dochodzimy do ostatniego - siódmego - etapu procesu rozczarowania - schadenfreude czyli intuicyjnej, emocjonalnej próbie odrobienia strat finansowych dzięki odruchowemu wyrządzaniu krzywdy bliźniemu swemu.
Dzięki mp3 ściągamy utwór z sieci, słuchamy, i wyrabiamy sobie niezależną opinię. W związku z nikłymi kosztami całej operacji nasz związek z wysłuchaną muzyką jest czysto emocjonalny , dzięki czemu nie mamy specjalnych problemów żeby szczerze podzielić się naszymi wrażeniami z resztą ludzkości. A teraz z innej beczki (Python Monty?) . Odmiennym sposobem na wykorzystanie formatu mp3 jest możliwość wykonywania kopii zapasowych posiadanych nagrań, i ich późniejsza archiwizacja. Sprawdza się to szczególnie w przypadku starych płyt winylowych, których każdorazowe odtworzenie powoduje nieodwracalne uszkodzenie nośnika. Podobnie rzecz się ma z taśmami magnetofonowymi - bo i warstwa ferromagnetyka się ściera, i zapis po paru latach już nie ten, no i jakość oczywiście. CD to to nie jest. Mp3 daje możliwość jednorazowego odsłuchania płyty. zsamplowania (przetworzenia na zapis cyfrowy) i zapisania w takim czy innym formacie zapisu dźwięku. Zupełnie inaczej się też sprawa z późniejszym słuchaniem nagrań - z płytami winylowymi było trochę tak, jak z ceremonią picia herbaty. Spokojnie, delikatnie i z czuciem. Ręka zadrży i trrrrrrt.... rysa jak malowanie, nieszczęście, zgrzytanie zębów. Rzecz cała odbywa się znacznie spokojniej, nie mówiąc już o jakości nagrania i możliwości szybkiego wyboru wykonawcy, albumu i konkretnego utworu, czy nawet ustalania sobie własnego, składankowego zestawu nagrań
Wracając do treści artykułu o piratach - w całym tekście słowa nie ma o ewentualnych stratach artystów, co wydaje się nad wyraz trafne (trefne), gdyż w moim mniemaniu w końcowym rozrachunku artyści strat nie poniosą - nawet wręcz przeciwnie. Przestaną sprzedawać "krążki", a zaczną muzykę, czyli to, co umieją robić najlepiej. Dystrybucja zrobi się sama. Oczywiście można debatować nad minusami oderwania treści - muzyki od formy - materialnego zapisu, np. utratą miejsc pracy w zakładach produkujących płyty, opakowania, czy brakiem zamówień dla plastyków projektujących okładki. O plastyków bym się akurat nie martwił - internet to jak dotąd medium w lwiej części przekaz wizualny właśnie. A jeśli chodzi o produkcję pudelek i płyt - znamy przecież wszyscy reklamę "płać za proszek, nie za opakowanie". Cóż....
Zrozumienie zagadnienia widać wśród samych zainteresowanych. Coraz więcej muzyków wypuszcza własne produkcje w postaci mp3, często za darmo. Młodzi nieznani widzą w tym szansę na zaistnienie, stare wygi nowy sposób dystrybucji i reklamę. Ba, zdarza się że całe nowe płyty wychodzą w postaci mp3 - za darmo. Cóż, idzie nowe. Oderwanie produktu ludzkiego umysłu od formy materialnej jest za progiem. Nie przestanie istnieć książka, muzyka, film. Zmieni się nośnik przekazu. A o umiejętność pisania i czytania nie ma się co martwić - na czym innym się będzie czytało i pisało - także nuty. Dziś całe rzesze muzyków korzystają ze standardu MIDI zapisując swoje utwory w postaci elektronicznej. I jakoś nikt nie lamentuje że zniknie zapis nutowy (a na marginesie - próby są podejmowane). Podejście zaprezentowane w artykule dziwi więc nieco, szczególnie że znajduje się on w dziale "ŻYCIE Kultury". W kontekście sposobu odmaterializowanego przekazu informacji przez Internet dziwi i niepokoi słownictwo nieomal przemysłowe: "proces produkcyjny(mp3)". Dziwi niezrozumienie zasady działania dystrybucji mp3 w sieci : np. "rozprowadzanie w sieci nielegalnych kopii". Tu nie ma rozprowadzania - każdy bierze co chce. Na dobrą sprawę wiele osób może słuchać tego samego nagrania nie kopiując go do swojego komputera - wystarczy w odgrywarce, np WinAmp'ie wpisać adres utworu którego chcemy posłuchać. Denerwuje też traktowanie przez autorkę Internetu jako wielkiego sklepu, np.: "W połowie lat 90-tych na rynku pojawił się program WAV(...)". Pomijając już fakt że nie w połowie a dużo wcześniej i że nie program a format.
Nowość sposobu korzystania z dóbr kultury zasługiwałaby na drobny choć komentarz. Najważniejsze jednak jest dla autorki spojrzenie z punktu widzenia molochów fonograficznych, ze szczególnym uwzględnieniem spadku sprzedaży. Ginie gdzieś słuchacz (konsument) i artysta (producent), a nawet przeżycia emocjonalne jakich obydwaj doświadczają (odbiór i wytwarzanie dóbr). Dzięki bogu na końcu jest wzmianka o bezpośrednim , legalnym korzystaniu z nagrań poprzez sieć. Nie dowiadujemy się natomiast że jest to dość stary pomysł, który w życie próbują wcielić również stacje telewizyjne i kablówki pod nazwą "movies on demand", czyli filmy na życzenie. Smutne jest, że dopiero piraci przyspieszyli ten proces, którego najprawdopodobniej nic już nie zatrzyma - ani alarmistyczne atrykuły w prasie, ani nerwowe ruchy wydawnictw muzycznych. Rzecz cała przypomina zmowę producentów lamp naftowych przeciw żarówkom, a jak wiemy z historii techniki, ma ona taką szansę na sukces jak Don Kichot w walce z wiatrakami.
W muzie z puchy małe porównanie wspomnianych wyżej formatów muzycznych na przykładzie muzyki tytułowej do gry Duke Nukem 3D. W grze zastosowano muzykę w formacie mid. W tej postaci plik zajmuje 14 kb. Zapisany jako wav za pomocą programu Wingroove - aż 11 Mb! Spakowany do mp3 - niecałe 996 kb. Zarówno plik wav jak i mp3 nagrano z jakością 44 khz stereo.
Duke Nukem 3D w wersji: MID (14KB) WAV (11MB) MP3 (996KB)
Więcej informacji o mp3 ( i mp4) : www.mp3.pl www.mp3.com.pl www.mp3.com

|
| | |