OPAL ZAKŁAD INFORMATYKI | SMS | WYSZUKIWARKI

KONTAKTWIDTH=1

OPAL
NEWS
   ARCHIWUM...
OFERTA
   E-MAIL I WWW
   KOMPUTERY
   PŁYTY DVD
OPROGRAMOWANIE
   SHAREWARE
   POPRAWKI
   LINUX CORNER
   XENOR
   ALMAMATER FTP
KLUBY
   BIKE PAGE
   NOFEAR DOWNHILL
   FORD FOCUS
   WINAMP
   NEED FOR SPEED
   JAVA
   SETI POZNAŃ
   POZNAŃ
   VIRTUAL REALITY
   GIFY ANIMOWANE
FILMY
   DINOSAUR
   END OF DAYS
   LORD OF THE ...
   MATRIX
   MISSION: I2
   MISSION TO MARS
   OGNIEM I MIECZEM
   RULES OF ...
   SHAFT
   STARWARS
   THE WORLD IS...
   TOY STORY 2
   X-MEN
PODRĘCZNIKI
   WWW
LINKI
   CIEKAWE
   POZNAŃ
   SMS
   WYSZUKIWARKI
OPAL
   KONTAKT
   STATYSTYKI

 
BO-RYSOWANIE

ARCHIWUM

 
borys.jpg (49362 bytes)
BORYS

CO MA MP3 DO WIATRAKA?

 


Do niniejszych wynurzeń skłonił mnie artykuł w "Życiu" z 18.08.1999 o intrygującym tytule "Internet - nowa broń piratów". Z tytułu wnosić należy że autorka przebywa stale na jednej z licznych wysp jakiegoś zapomnianego archipelagu pacyficznego. Jedynie bowiem dla nielicznych wyspiarzy Internet jest rzeczą nową. Dla piratów nie jest. Można nawet powiedzieć że to właśnie w dużej mierze dzięki piractwu Internet współczesny jest jaki jest.
Coż tak zbulwersowało autorkę artukułu? Program Mp3. Nie, nie format. Program. Jest to jak całość tekstu dowodzi błąd przemyślany, z premedytacją, potwierdzony dodatkowo w dalszym ciągu tekstu wzmianką o "programie WAV". Różnica pomiędzy programem a tworzonym przez niego plikiem i jego formatem niestety autorce umknęła. Podobnie jak kilka innych szczegółów.

Autorka porównuje trzy popularne formaty zapisu dźwięku: mid (jak przypuszczam, bo nazwa jako taka nie pada), wav i mp3. Już samo porównanie jest karkołomne. Wav i mp3 są formatami zapisu dźwięków nagranych. Zupełnie inaczej ma się sprawa z midi. Nie jest to zapis nutowy jak sugeruje treść artykułu. Jest to format wymiany informacji pomiędzy elektronicznymi instrumentami muzycznymi, i w skrócie jest to spis poleceń dla instrumentu: jaki dźwięk, kiedy i w jaki sposób z siebie wydać. Efekt zależy tu nie tylko od formy zapisu midi, ale także od urządzenia wydającego dźwięk. Wie to każdy kto odsłuchiwał plik mid na prostej karcie dzwiękowej (np. Soundblaster) i na karcie bardziej zaawansowanej technologicznie, np Soundblaster Awe, czy Live. W sieci znaleźć można ponadto całą gamę syntezatorów programowych, jak np. Yamaha S-YXG100 czy prosty sharewareowy WinGroove. Muzyka jaką można odtworzyć za pomocą tych ostatnich prawie w niczym nie ustępuje tradycyjnym nagraniom (bez popisów wokalnych rzecz jasna). Format mp3 jest natomiast odpowiedzią na pytanie jak skompresować wav. I nie tylko mp3 zresztą - jak grzyby po deszczu powstają nowe formaty kompresji. Powodem ich tworzenia nie jest zresztą, jak sugeruje autorka artykułu piractwo, a sprawa zupełnie prozaiczna - przesyłanie dźwięku "na żywo" za pomocą internetu. Jak słusznie zauważa autorka mp3 jest formatem "stratnym", nie ma jednak racji gdy pisze o obcinaniu częstotliwości. W procesie kompresji giną wprawdzie niuanse niesłyszalne dla ludzkiego ucha, ale częstotliwości obcinane są jedynie w przypadku użycia słabej jakości algorytmów kompresji, lub gdy zależy nam na dużej kompresji (np. w przypadku telekonferencji - mowa jest zrozumiała nawet przy bardzo słabej jakości dźwięku). Porównanie wielkości plików wypada następująco -   mid > wav > mp3 jak  1 > 1000 > 100.

Osobną i ciekawą sprawą jest konwersja między tymi formatami. O ile w przypadku wav i mp3 sprawa jest trywialna, o tyle mid > wav jest juz nieco gorzej. Potrzebny jest do tego syntezator programowy z możliwością zapisu dźwięku wynikowego. Znakomicie sprawdza się tu wspomniany już wyżej Wingroove. Wystarczy jedynie wybrac utwór w formacie mid i wybrać z menu funkcję zapisu do pliku wav. Możemy jeszcze określić z jaką jakością chcemy plik zapisać. W efekcie otrzymujemy nagranie, które można dalej konwertować do mp3. Niekiedy można pominąć etap pliku wav, i zapisac od razu wynik calej operacji jako mp3 - zależy to jedynie od szybkości naszego komputera, i zainstalowanego w systemie odpowiedniego programu do kompresji. Jeśli chcemy natomiast konwertować plik wav do pliku mid wkraczamy w bardzo ciekawe zagadnienia. Aby z dźwięku otrzymać zapis nutowy, wraz ze wszystkimi dodatkami dotyczącymi sposobu wydawania dźwięku, plik z samplowanym zapisem dźwięku musimy poddać procesowi zaawansowanej obróbki. Wpadł mi nawet ostatnio w ręce program tego typu napisany w ramach pracy dyplomowej przez studenta informatyki z Poznania. I jest to niewyobrażalna sprawa - wybieramy się na przykład na koncert z laptopem, i w trakcie koncertu rejestrujemy zapis nutowy. Niesamowite. No ale wracajmy do rzeczy.

Mp3 - format zapisu dźwięku, stał się (mam nadzieję) kamyczkiem, który poruszy lawinę. Jak pisze pani Wilk "(...) mp3 (...) to wielkie zagrożenie dla wytwórni fonograficznych. ". I słusznie pisze. Zauważmy że mp3 nie zagraża muzykom, i nawet nie działalności Wytwórni Fonograficznych (WF). Zagraża samym WF. Malutki, skromniutki formacik kompresji dźwięku podważa tylko i wyłącznie sens istnienia WF właśnie. Myśl ludzka oderwała się bowiem od materii i krąży po świecie samodzielnie - w tym przypadku w postaci muzyki. Nikomu za parę lat nie będą potrzebne jakieś tam oplatynowane plastikowe krążki z etykietkami, ani gromada ukrawaconych sępów trudniących się koszeniem szmalu na pośrednictwie pomiędzy utalentowanymi artystami a spragnionymi duchowych uciech ludźmi. Mam ochotę na jazz, sciągam z sieci jazz, muzyka poważna - proszę bardzo, niepoważna - w folderze poniżej. Forsa bez pośredników za odtwarzanie online prosto na konto autora.
Ale zupełnie niesamowite jest coś innego - skończy się wciskanie kitu za wielkie pieniądze. W chwili obecnej wygląda to mniej więcej następująco : Wytwórnia Fonograficzna zatrudnia Twórcę. Zdarza się, że jest to twórca przez duże Tfu. W przypadku płci pięknej - koniecznie hojnie obdarowany przez naturę. W przypadku płci brzydkiej - WF (Wytwórnia Fonograficzna) zastępuje jakość ilością - tzw. "Boys Band". Następnie prowadzi się kampanię reklamową polegającą na epatowaniu potencjalnych ofiar wydawanymi odgłosami i wizerunkami TFUrcy - TV, radio, prasa, plakacidła-potworki. Chodzi o to, żeby ofiarę przyzwyczaić do bodźców - jak wszyscy wiemy do kwaśnego smaku cytryn można przywyknąć przez częste spożycie. W wyniku intensywnego ostrzału organoleptycznego nieświadomy niczego homo sapiens udaje się do sklepu muzycznego gdzie często dla szpanu bądź z ogłupienia reklamą wchodzi drogą kupna - sprzedaży w posiadanie "produktu fonograficznegoŽ". Rozczarowanie zawartością przychodzi dość prędko - z reguły po pierwszym wysłuchaniu.   Proces samego rozczarowania przebiega etapowo. 1 - transport nośnika do sadyby, 2 - przygotowanie odsłuchu (kawka, herbatka, moszczenie się), 3 - odsłuch, 4 - konsternacja, 5 - konstatacja, 6 - "rżnięcie głupa" (posiadacze walkmanów pomijają etap 1 i 2). Dla WF najważniejszy jest etap 6. Najpełniej wyraża się on w następującym dialogu:
- słuchałeś już ostatniej płyty ****** ?
- tak, nawet kupiłam(em)!
- i co ?
chwila zastanowienia, jeszcze lekkie wahanie i ....
- super! boska! kup koniecznie!
I tu dochodzimy do ostatniego - siódmego - etapu procesu rozczarowania - schadenfreude czyli intuicyjnej, emocjonalnej próbie odrobienia strat finansowych dzięki odruchowemu wyrządzaniu krzywdy bliźniemu swemu.

Dzięki mp3 ściągamy utwór z sieci, słuchamy, i wyrabiamy sobie niezależną opinię. W związku z nikłymi kosztami całej operacji nasz związek z wysłuchaną muzyką jest czysto emocjonalny , dzięki czemu nie mamy specjalnych problemów żeby szczerze podzielić się naszymi wrażeniami z resztą ludzkości.
A teraz z innej beczki (Python Monty?) . Odmiennym sposobem na wykorzystanie formatu mp3 jest możliwość wykonywania kopii zapasowych posiadanych nagrań, i ich późniejsza archiwizacja. Sprawdza się to szczególnie w przypadku starych płyt winylowych, których każdorazowe odtworzenie powoduje nieodwracalne uszkodzenie nośnika. Podobnie rzecz się ma z taśmami magnetofonowymi -  bo i warstwa ferromagnetyka się ściera, i zapis po paru latach już nie ten, no i jakość oczywiście. CD to to nie jest. Mp3 daje możliwość jednorazowego odsłuchania płyty. zsamplowania (przetworzenia na zapis cyfrowy) i zapisania w takim czy innym formacie zapisu dźwięku. Zupełnie inaczej się też sprawa z późniejszym słuchaniem nagrań - z płytami winylowymi było trochę tak, jak z ceremonią picia herbaty. Spokojnie, delikatnie i z czuciem. Ręka zadrży i trrrrrrt.... rysa jak malowanie, nieszczęście, zgrzytanie zębów. Rzecz cała odbywa się znacznie spokojniej, nie mówiąc już o jakości nagrania i możliwości szybkiego wyboru wykonawcy, albumu i konkretnego utworu, czy nawet ustalania sobie własnego, składankowego zestawu nagrań

Wracając do treści artykułu o piratach - w całym tekście słowa nie ma o ewentualnych stratach artystów, co wydaje się nad wyraz trafne (trefne), gdyż w moim mniemaniu w końcowym rozrachunku artyści strat nie poniosą - nawet wręcz przeciwnie. Przestaną sprzedawać "krążki", a zaczną muzykę, czyli to, co umieją robić najlepiej. Dystrybucja zrobi się sama. Oczywiście można debatować nad minusami oderwania treści - muzyki od formy - materialnego zapisu, np. utratą miejsc pracy w zakładach produkujących płyty, opakowania, czy brakiem zamówień dla plastyków projektujących okładki. O plastyków bym się akurat nie martwił - internet to jak dotąd medium w lwiej części przekaz wizualny właśnie. A jeśli chodzi o produkcję pudelek i płyt - znamy przecież wszyscy reklamę "płać za proszek, nie za opakowanie". Cóż....

Zrozumienie zagadnienia widać wśród samych zainteresowanych. Coraz więcej muzyków wypuszcza własne produkcje w postaci mp3, często za darmo. Młodzi nieznani widzą w tym szansę na zaistnienie, stare wygi nowy sposób dystrybucji i reklamę. Ba, zdarza się że całe nowe płyty wychodzą w postaci mp3 - za darmo. Cóż, idzie nowe. Oderwanie produktu ludzkiego umysłu od formy materialnej jest za progiem. Nie przestanie istnieć książka, muzyka, film. Zmieni się nośnik przekazu. A o umiejętność pisania i czytania nie ma się co martwić - na czym innym się będzie czytało i pisało - także nuty. Dziś całe rzesze muzyków korzystają ze standardu MIDI zapisując swoje utwory w postaci elektronicznej. I jakoś nikt nie lamentuje że zniknie zapis nutowy (a na marginesie - próby są podejmowane).
Podejście zaprezentowane w artykule dziwi więc nieco, szczególnie że znajduje się on w dziale "ŻYCIE Kultury". W kontekście sposobu odmaterializowanego przekazu informacji przez Internet dziwi i niepokoi słownictwo nieomal przemysłowe: "proces produkcyjny(mp3)". Dziwi niezrozumienie zasady działania dystrybucji mp3 w sieci : np. "rozprowadzanie w sieci nielegalnych kopii". Tu nie ma rozprowadzania - każdy bierze co chce. Na dobrą sprawę wiele osób może słuchać tego samego nagrania nie kopiując go do swojego komputera - wystarczy w odgrywarce, np WinAmp'ie wpisać adres utworu którego chcemy posłuchać. Denerwuje też traktowanie przez autorkę Internetu jako wielkiego sklepu, np.: "W połowie lat 90-tych na rynku pojawił się program WAV(...)". Pomijając już fakt że nie w połowie a dużo wcześniej i że nie program a format.

Nowość sposobu korzystania z dóbr kultury zasługiwałaby na drobny choć komentarz. Najważniejsze jednak jest dla autorki spojrzenie z punktu widzenia molochów fonograficznych, ze szczególnym uwzględnieniem spadku sprzedaży. Ginie gdzieś słuchacz (konsument) i artysta (producent), a nawet przeżycia emocjonalne jakich obydwaj doświadczają (odbiór i wytwarzanie dóbr). Dzięki bogu na końcu jest wzmianka o bezpośrednim , legalnym korzystaniu z nagrań poprzez sieć. Nie dowiadujemy się natomiast że jest to dość stary pomysł, który w życie próbują wcielić również stacje telewizyjne i kablówki pod nazwą "movies on demand", czyli filmy na życzenie. Smutne jest, że dopiero piraci przyspieszyli ten proces, którego najprawdopodobniej nic już nie zatrzyma - ani alarmistyczne atrykuły w prasie, ani nerwowe ruchy wydawnictw muzycznych. Rzecz cała przypomina zmowę producentów lamp naftowych przeciw żarówkom, a jak wiemy z historii techniki, ma ona taką szansę na sukces jak Don Kichot w walce z wiatrakami.


W muzie z puchy małe porównanie wspomnianych wyżej formatów muzycznych na przykładzie muzyki tytułowej do gry Duke Nukem 3D. W grze zastosowano muzykę w formacie mid. W tej postaci plik zajmuje 14 kb. Zapisany jako wav za pomocą programu Wingroove - aż 11 Mb! Spakowany do mp3 -  niecałe 996 kb. Zarówno plik wav jak i mp3 nagrano z jakością 44 khz stereo.

Duke Nukem 3D w wersji:
MID (14KB)
WAV (11MB)
MP3 (996KB)

Więcej informacji o mp3 ( i mp4) :
www.mp3.pl
www.mp3.com.pl
www.mp3.com

WIDTH=1

 

 

POCZĄTEK

DODAJ DO PASKA KANAŁÓW | WYŚLIJ TĄ STRONĘ ZNAJOMEMU | KONTAKT